Fandom

My Little Brony Wiki

Antilia

325stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Komentarze12 Udostępnij
Artykuł w edycji
Pucyk-ID.png
Ta strona jest aktualnie edytowana przez użytkownika: Victoria Luna
W celu zapobiegnięcia wojnom edycyjnym, proszę o nieedytowanie tego artykułu póki ten komunikat nie zostanie usunięty. Z góry dziękuję. Oczywiście można edytować błędy interpunkcyjne i ortograficzne (jeśli takie występują).
Antilia

Ponyfikacja Victorii Luny, obrazek by Victoria Luna ☾

Galeria postaci

Pegasus picto.pngPegazFemale picto.pngKlacz

Zajęcia
  • Praca w kwiaciarni w Ponyville
  • Pomoc przy pogodzie miejscowym pegazom
  • Pielęgnacja ogrodu
  • Osobista strażniczka Księżniczki Luny
  • Rodzina
    Rodzice
  • Light Ever (matka)
  • Snowell (Ojciec)
  • Spiaca Antilia by Victoria Luna.png
    Antilia (imię pochodzi z trylogii autorstwa Ewy Seno)[2] —pegaz; ponyfikacja Victorii Luny. Urodzona w Cloudsdale. Pracuje w kwiaciarni w Ponyville. Często pomaga miejscowym pegazom przy pogodzie. Osobista gwardzistka Księżniczki Luny. Córka pary pegazów- Light Ever i Snowell. Mieszka w tej samej miejscowości, gdzie pracuje, choć często jeździ do Kryształowego Imperium. Przyjaciele i znajomi wołają na nią An.

    Powstanie

    Jako alikorn

    Pierwotna wersja mnie miała była alikornem i należeć do rodziny królewskiej. Owa postać była klaczą i miała na imię Victoria (nie miałam pomysłu ale bardzo podoba mi się to imię). Wygląd taki i taki a charakter taki i taki. Ostatecznie porzuciłam projekt, ale nadal Victoria mieszka w mojej głowie :3.

    Antilia Portait by Victoria Luna.png

    Kredkowy portrecik! :3 by me

    Jako pegazica

    Po prostu siedziałam przy swoim biurku z oczami wlepionymi w ekran komputera. Nagle przyszła do mnie myśl- dlaczego nie stworzyć swojego kucyka (nie - alikorna)? Po kilkunastu kreśleń ołówka powstał pierwszy szkic Antilii. Potem czas na przerobienie go w komputerze. Zawsze lubiłam pegazy (choć sama mam lęk wysokości), chciała aby moja postać mogła badać przestworza i pomagać przy pogodzie, którą interesuję się (hobbystycznie) jej twórczyni. Delikatnie wzorowałam się na Rarity (oczy) natomiast grzywę delikatnie podpatrzyłam od Sunset Shimmer. Znaczek wykonałam sama i ze swojej wyobraźni go wyciągnęłam.

    Wygląd

    Jako pegaz

    Antilia by VictoAra.png

    Śliczniutka An stworzona przy pomocy lineartu Arci <3

    Grzywa i ogon

    Antilia psiada dwukolorową grzywę- ciemny, nocny granat i jaśniejszy, nieco pastelowy jasnoniebieski. Grzywa oraz ogon mają specyficzną cechę- jedno wcięcie jednego koloru do drugiego. Grzywka oraz włosy za uchem nie mają tej cechy- są podzielone mniej więcej w połowie.

    Oczy

    Oczy An są wzorowane na Rarity, lecz tylko kształt oczu został zapożyczony- cienie oraz inne rzęsy za bardzo nie pasowały do klaczy. Moim ulubionym kolorem jest turkus a poza tym chciałam aby miała kolor podobny do mentorki Antilii- Luny.

    Postura

    Postura klaczy teorytycznie niczym się różni od innch kucyków- posiada 4 nogi, pare pegazich skrzydeł... Jednakże Antilia jest odrobine wyższa od innych, a jej skrzydła są bardziej silniejsze od zwykłych pegazów. Nogi też są badziej muskularne, spowodowane długim ćwiczeniem oraz pracą w kwiaciarni (musi przenosić ciężkie skrzynie lub latać z nimi do różnych miejsc).

    Sierść

    Gdy spotkasz Antilię, na samym początku pomyślisz iż ma ona całkowicie śnieżnobiałą sierść. Nic bardziej mylnego. An posiada odcień bieli, ale to nie jest czysta biel, lecz biel z delikatną szarością porunego nieba.

    Historia

    Dzieciństwo

    Początek życia

    Antilia urodziła się w Cloudsdale jako jedna z wielu klaczek rasy pegaziej. Był to dzień pewnej zimy. Jej rodzice nie przewidywali dziecka, ale i tak byli szczęśliwi. Po kilku dniach wrócili do domu. Mieszkali na obrzeżach powietrznego miasta. Budynek w którym mieszkała rodzina był średniej wielkości, zbudowane z chmur i innych materiałów budowlanych, m. in. drewna, ponieważ Snowell kochał drewno. Light Ever była temu przeciwna ale w końcu ustąpiła. Na parterze była kolorowa kuchnia, jasna jadalnia, duży salon i łazienka dla gości. Na patrerze natomiast znajdowały się sypialnie- rodziców i Antilii. Każda sypialnia miała swoją łazienkę. To, co najbardziej się spodobało klaczce to ogród. Był on duży i przestronny. Na samym środku była sadawka z kilkoma rybkami. Nieopodal znajdowała się altanka, by móc delektować się posiłkami na świerzym powietrzu. Jednak to rośliność podbiła serce młodej córki pary pegazów. Były tam kwiaty ze wszystkich zakątków Equestrii, ponieważ Light Ever, mama Antilii, uwielbiała podróżować i kolekcjonować rzadkie rośliny. Kiedy mała podrosła wystarczająco dużo, Light Ever brała ją na wyprawy. Klacz pegaza należała do Stowarzyszenia Przyjacieli Przyrody, więc przed każdym wyjazdem musiała otrzymać zgodę na przeniesienie kwiatu z naturalnego środowiska do Cloudsdale. Zawsze ją dostawała, ponieważ była w elitarnej grupie członkowstwa tego stowarzyszenia, ale Light zawsze wolała zapytać, mimo że nie musiała.

    Zdobycie znaczka

    Zaczeło się zwyczajnie. Light Ever powiedziała córce że niedługo jadą do Kryształowego Imperium. Oczywiście, Antilia bardzo się cieszyła. Jej mama powiedziała że wyruszają już jutro- z samego rana, więc kazała jej się szybko spakować. Klaczka pobiegła więc do swojego pokoju i zapakowała to co najpotrzebniejsze. Następnego dnia wstała bardzo wcześnie by przyszykować się do wyprawy. Po szybkiej (bardzo wczesnej) porannej toalecie i sprawdzeniu, czy czegoś nie brakowało, Antilia była gotowa. Podobnie jak jej rodzicielka. Pożegnawszy się z głową rodziny, czyli ojcem, a zarazem mężem, matka i córka poleciały na stacje do Ponyville. Czekając na pociąg, Light Ever przekazała podstawowe informacje na temta owego kwiatu, które mają zamiar odnaleść. Był to zimowy kwiat, rosnący gdzieś w pobliżu gór, najczęściej na szczytach ale widziano osobniki u podnuży gór. Tak więc Light przedstawiła rysopis poszukiwanej rośliny. Po kilku godzinnej podróży, w końcu dotarły na miejsce. Zafascynowana An wyjrzała za okno jadącego pociągu. W oddali widać było Kryształowy Pałac, gdzie mieszka księżniczka Cadence wraz z księciem Shining Armor. Wokoło pałacu rosły domki z krzyształów, gdzie żyją Kryształowe Kucyki. Młoda Antilia chłoneła piękny widok. W końcu pociąg stanął a Light Ever zawołała córkę by zabrała bagaże. Posłusznie wypełniła polecenie i wypiegła na stację. Pegazica powiedziała że teraz pójdą do miasta troszkę pozwiedzać a następnie udadzą się do hotelu. Jutro wyruszają na poszukiwanie kwiatu. Zachwycona An skakała z radości. Zawsze chciała znaleść się w Kryształowym Imperium. Idąc główną drogą, dookoła były stoiska z tutejszymi wyrobami rzemieśliczymi i miejsowymi smakołykami. Wszędzie czuć było piękne zapachy i odgłosy przy tworzeniu pamiątek. W końcu dotarli do hotelu. Light potwierdziła zakwaterowanie więc mogła się udać z swoją córką na ziedzanie północnego miasta.

    Następnego dnia Light Ever wraz z Antilią szły w kierunku północnym, ponieważ tam widywano te kwiaty. Ubrane w ciepłe kombinezony brneły przez gęsty śnieg. Idąc dalej w kierunku północnym, najpierw zaczął delikatnie pruszyć śnieg. Potem coraz cięższe płatki spadały. Teraz śnieżyca była tak gęsta, że niczego nie było widać. Antilia nie dałaby rady latać w takiej śnieżycy. Natomiast An była za ciężka by mogła wejść na grzbiet jej mamy i odlecieć z nią. Tak więc szły przez gęstą jak śmietana śnieżycę. Nagle Light Ever starciła swoją córkę z oczu. Wołała ją, próbując przekszyczeć śnieżyce. Gdzieś usłyszała cichy głosik An. Poszła w jego stronę. W końcu znalazła córkę... w jaskini! Na samym początku pegazica chciała wiedziedź jak i skąd... ale Antilia już mówiła. Powiedziała że poczuła jakby miałą tam wejść. Wiedziała też o tym że Light będzię się o nią martwić więc zaczeła ją wołać. Nagle wiart przyprał na sile. Obydwie klacze domyśliły się co by się stało, gdyby nadal były na zewnątrz. 

    W plecakach miały zapas jedzenia a w środku jaskini znalazły źrodło wody pitnej. Jednak Antilię zaciekawiło co było w środku. Kiedy poszła w głąb jaskini, nie wierzyła własnym oczom. Był tak metrowy kwiat, od którego bił delikatny blask światła. Miał duże płatki i rozłożyste liście. Jednak to co zaniepokoiło An, był fakt iż kwiat był uschnięty. Liście były wyblakłe a płatki ledwie trzymały się swojego miejsca. Młoda klacz postanowiła się zająć niezwykłym okazem flory. Tak więc przez kilka godzin podlewała, głaskała, nawet śpiewała, choć wiedziała że marny ma głos, robiła wszystko by kwiat poczuł się lepiej. Oczywiście, Light Ever usłyszała jak jej córka śpiewa i wiedziała że coś musiało się stać, ponieważ An za bardzo nie przepada za tą czynnością. Tak więc cicho podeszła do źródła... nietypowego głosu. Zobaczyła, jak Antilia śpiewa dla uschniętego kwiatu, najpewniej by mu pomóc. Nie chciała przeszkadzać jej, więc poszła w przeciwnym kierunku. 

    Po kilku godzinnej opiece, podlewaniu i śpiewaniu (które, zdaniem An, było skrzeczeniem), jeden z płatków kwiatu delikatnie się uniósł. Szczęśliwa klaczka postanowiła dalej kontynuować "terapię', która przynosiła efekty. Przez resztę pobytu w jaskini, Antilia troskliwie opiekowała się rośliną. W końcu powróciło do niej życie. Liście oraz łodyga miały kolor soczystej zieleni. Natomiast płatki były błękitne i turkusowe. Natomiast pręciki lśniły delikatnym blaskiem, oświetlając wnętrze groty. Ucieszona pegazica zawołała swoją mamę, by pokazać jej ten piękny kwiat. Kiedy Light Ever przysła na proźbę swojej córki, kwiat rozbłysk światłem. Kiedy blask minął, kwiat był pełen żywych barw. Jednak coś zaskoczyło starszą klacz. Wskazała na bok jej córki. Gdy Antilia na niego spojrzała, nie mogła uwierzyć... Miała znaczek! I to jaki! Znaczek przedstawia kwiat, któremu pomogła dojść do siebie. Nagle zrobiło się cicho. Pegazice podeszły do wejścia jaskini. Śnieżyca mineła! Szczęśliwa matka i córka ruszyły na poszukiwanie kwiatu.

    Pożar domu

    Ten dzień należał do jednych z najspokojniejszych i najnormalniejszych dni w Cloudsdale. Słońce delikatnie grzało świeże powietrze. Kilka promyków słonecznych padały na piękny i zadbany ogród Light Ever. Owa klacz sadziła sadzonki z nowymi kwiatami, które są prawie na wymarciu. Aby je zdobyć, musiała otrzymać niezbędne pozwolenie na przewóz i zasadzenie kwiatów. Tym razem odbyło się bez poważniejszych komplikacji- biurowych jak i przyrodniczych. Starsza klacz sadziła rośliny natomiast jej córka, Antilia, bawiła się z motylkami. Były to małe motylki z pięknymi, błękitnymi skrzydłami. Czasami owady wzbijały się, Antilia również próbowała ale jeszcze nie umiała latać. Ledwie odrywała kopytka od ziemi, nie mówiąc o lataniu. Gdy Light chciała zrobić dziurę na roślinę, zauważyła że brakuje jej łopatki ogrodniczej. Sama nie mogła jej poszukać, ponieważ musiała szybko je zasadzić. Poprosiła więc An aby przyniosła jej owe narzędzie. Mała zgodziła się i popędziła do kuchni, gdzie zazwyczaj jej mama przechowuje swoje przyrządy ogrodnicze. Mimo kilkunasto-minutowych poszukiwaniach klaczka nigdzie nie mogła znaleźć łopatki. Podeszła do mamy i powiedziała, że szukała jej wszędzie. Light Ever zamyśliła się i poprosiła aby poszukała w schowku. Niestety, efekt był taki samy- poszukiwania zakończyły się fiaskiem.

    Przeczesując cały dom, Antilia była zmuszona zejść do piwnicy. Nie lubiła tam chodzić z dwóch powodów: jest tam ciemno i że jest tam za ciemno. Poza tym mama zabraniała jej tam wchodzić, ponieważ... Akurat nie wyjaśnieła dlaczego. Mimo to An odważyła się zejść do piwnicy w ciągłym poszukiwaniu narzędzi ogrodniczych, mając nadzieje że je tam znajdzie. Z każdym krokiem stare, drewniane schody wydawały głośniejsze skrzypienie. Antilia bała się że zaraz jakaś belka pod jej kopytkami pęknie... Z duszą na ramieniu klaczka zchodziła coraz niżej. Z radością staneła na betonowej posadzce w piwnicy. "Tak oto tu jestem." -pomyślała żartobliwie. Piwnica nie była za mała ani za duża. Wszędzie było jednak ciemno. An odszukała włącznik światła na ścianie i włączyła światło. Piwniece zalała fala światła i jasności. Dookoła waliły się jakieś narzędzia, ponieważ ojciec klaczki, Snowell, lubiał majsterkować. Naprzeciw klaczki stał duży piec, ogrzewający rodzinny dom. Był nieco stary i zardzewiały, ale spełnieł wymogi bezpieczeństwa. A obok niego był stos drewna, służący jako. An ruszyła przed siebie. W końcu je zauważyła- narzędzia ogrodnicze mamy! Leżyały sobie po prostu w drewnianej skrzynce po doniczkach. Podbiegła do nich, szybkim ruchem je zabrała, dając skrzynkę na grzbiet i już zaczeła kierować się ku wyjściu kiedy...

    Obracając się z narzędziami na grzbiecie, Antilia zachaczyła ogonem o zamek od dzwiczek pieca. Nie zauważyła jednak o co, więc szarpneła ogonem, nieświadomie otwierając dzwiczki do pieca, gdzie atualnie palił się ogień. Nieświadoma niebezpieczeństwa, udała się do ogódka. Kiedy wróciła, mama delikatnie uśmiechneła się i wzieła narzędzia od córki. Zauważyła jednak że rękawice mamy są już dziurawe. Light również to zauważyła i poprosiła An by ta przyniosła jej nową parę. Pegazica zgodziła się i popędziła do domu. Tym razem wiedziała gdzie są rękawice,. Zawsze były one pod zlewem. Kiedy już była w kuchni, Antilia poczuła niesamowite ciepło i duchote. W ciągu kilku minut pegazica wylała litry potu. Zdziwiona i prezstraszona klacz chciała wyjść z domu. Już podchodziła do drzwi, gdy usłyszała trzask. An podniosła głowę i w ostatniej chwili odskoczyła od wyjścia. Tam, gdzie przed chwilą stała, były zwalone, palące się części domu. Przestraszona klaczka rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu wyścia z pułapki. Dookoła był tylko wszystkożerny ogień. Mimo to An nie traciła nadziei. Wierzyła że wydostanie się z płonącego domu. A dzięki temu miała szanse ujść z życiem. Mała kalczka skierowała się w stronę frontowych drzwi, mając nadzieje iż nie zostały one zablokowane przez płonące elementy domu. Niestety, drzwi były zatarasowane przez belki drewna. An nie miała sił oby je usunąć, tak więc szukała innego wyjścia. Mimo gorączkowych poszukiwań, pegazica była uwięziona. Większość budynku była już w płomieniach. Klaczka utkneła na parterze, gdyż schody zostały spalone. Mała próbowała wznieść się w powietrze ale bez skutku. Nagle sufit głośno zatrzeszczał. Odruchowo klacz spojrzała ku górze. Na suficie pojawiały się pęknięcia, które cały czas rosły. W końcu dom wydał ostatni jęk, i cały dom runął na Antilię...

    Wszędzie było ciemno. Antilia powoli odzyskiwała przytomność oraz świadomość bólu, jaki odczuwała. Dookoła nadal panował mrok. Poczuła ogromny ból zlokalizowany w jej prawej tylnej nodze. Czuła również potworny ogień w płucach. Nie mogła swobodnie oddychać a sama ta czynność stanowiła ogromne cierpienia dla młodej Antilii, która została przygnieciona ciężkimi skrawkami ściany jej domu. Chciała ją wyciągnąć spod ciężkich gruzów, ale to tylko zaogniło ból. Mała klacz syknęła i mimowolnie uroniła kilka łez. Nagle coś ją poruszyło. Gdzie są jej rodzice? Czy żyją? Czy są ranni? Musiała się wydostać z tej pułapki i odnaleźć rodzinę. Niestety, gruzy przygniatały ciało klaczy coraz mocniej. Kiedy ruszyła głową, zahaczyła o coś, przez co przez jej rozciętą szyje zaczął sączyć się jakiś płyn. Nie zobaczyła co to było. Poczuła to samo uczucie, wilgotność i obecność jakieś cieczy w pobliżu brzucha i klatki piersiowej. Przez ten moment Antilia zapomniała o oddychaniu. Była ranna. Nie mogła się wydostać z tej przeklętej pułapki. W tej chwili przeszła jej myśl że tu umrze- zapomniana i samotna. Pozwoliła aby łzy powoli spływały po jej brudnym pyszczku. Nagle coś się poruszyło. Antilia szybko podniosła głowę, przez co rana na szyi się pogłębiła. Przez niewielki otwór w ścianie wpadało światło. Delikatny snop światła wskazywał na miejsce gdzie ma serce. Czy to jakiś znak? Czy może pozwolić sobie na iskierkę nadziei? Po chwili, która zdawała się trwać wiecznie, kolejna ściana przesunęła się. Do środka wpadało więcej światła, a te coraz bardziej oszałamiało An. W końcu ściana, która przygniatała Antilię, została usunięta. Białe światło całkowicie oślepiło małą klaczkę i nic nie widziała przez kilka chwil. Usłyszała jakieś głosy. Nie były to głosy jej rodziców, ale czyjeś inne. Należały do kogoś, kogo nie znała. Ktoś krzyknął. Jakiś ogier o głębokim tonie głosu. Ktoś się zbliżał, ponieważ kamienie zostały potrącone lub przesunięte. Zasłonił on światło, więc pegazica mogła uchylić powieki. Był to młody kucyk o ciemnych włosach i jasnej sierści oraz ubrany w strój strażaka. Antilia poczuła ogromny ból, więc zacisnęła powieki z całych sił. Młody strażak podszedł do klaczy, po czym sprawdził czynności życiowe. Kiedy poczuła jego dotyk na skórze, czuła że mimo iż wydawał się miły, jego dotyk parzył. Mimowolnie mała Antilia upuściła kilka łez z powodu bólu jakiego poczuła. Odsunął się o dwa kroki, krzyknął coś a następnie podszedł do małej. Powiedział aby się nie bała i że wszystko będzie dobrze. Miał miły i serdeczny głos więc klaczka poczuła, że te słowa są szczere i zaufała mu. Po chwili rozpętało się szaleństwo. Kiedy przybiegli ratownicy, strażacy musieli podnieść jakoś zwaloną ścianę tak, aby rannej nic się nie stało. Po kilku minutach myślenia i działania Antilia została wyciągnięta przez Pana Miłego (tak nazwała tego strażaka który ją znalazł i pocieszał) ostrożnie i delikatnie na tyle ile potrafił. Pegazica była za to wdzięczna ponieważ miała już dosyć tego wszystkiego. Najchętniej poddała by się otaczającej ciemności, ale dzielnie walczyła ponieważ musiała się dowiedzieć co z rodzicami. Niespodziewanie usłyszała znajomy głos. Wołał jej imię. Był to ciepły głos, w którym była radość i strach. Głos należał d klaczy... Do jej mamy. A gdzie jest jej tata? W odpowiedzi usłyszała męski, głęboki głos, ale nie był to przerażający, basowy głos ale głęboki lecz pełen czułości. Po rak kolejny Antilia uroniła łzy ale ze szczęścia, że jej rodzice żyją i mają się dobrze. W końcu mała klacz została położona na noszach, podano jej tlen i wiele leków przeciwbólowych i znieczulających ale żadne nie działały. Ratownicy w szybkim tępię zawieźli ją do karetki, gdzie lekarz osłuchał ją szybko i zadał kilka pytań. Antilia żadne z nich nie słyszała. Kręciło jej się w głowie i czuła się słabo. Nie miała już sił walczyć z otaczającą ją ciemnością...

    Pobyt w szpitalu

    Była sama ciemność. Oblepiała Antilie niczym smoła i nie chciała odpuścić. W końcu do uszu An dotarły ciche szepty. Nie znała tych głosów. Jeden był to głos ogiera, mądrego i nieco zaniepokojonego. Drugi chyba należał do klaczy. Poczuła, że wraca do niej świadomość, wraz z ogromnym bólem, który wolała nie odczuwać. Była świadoma ale niczego nie widziała. Powieki były za ciężkie aby mogła je otworzyć. Nagle poczuła że ktoś ją przewraca na prawy bok. Na jej bolącą nogę. Ogromnie bolącą. Jednak mała nie dała nic po sobie poznać i zacisnęła zęby. Kolejny bodźcem było zimno. Zimno metalu który przesuwał się w różne strony. Następnie odwrócono ją na przeciwny bok, co klaczka przyjęła z ulgą, ponieważ jej zraniona noga mniej bolała. Niespodziewanie pojawił się kolejny ból- tym razem w klatce piersiowej. Boleść chwyciła ją za serce i nie zamierzało puścić. Czuła, że każde uderzenie jej młodego serca powodowało cierpienie, które nie mogło jak ugasić, jakby bicie serca miało ją zaraz zabić niż utrzymać przy życiu. Nie mogła powstrzymać jęku oraz potoku łez. Ogier, który prawdopodobnie był blisko niej, krzyknął coś. Potem kolejne krzyki nieznanych głosów. Następnie zgrzyt kółek, chyba tych od łóżka szpitalnego. Na końcu ukłucie gdzieś przy nodze. Ostatnie co usłyszała przed ponownym poddaniem się ciemności były słowa: operacja ratująca życie...

    Po raz kolejny Antilia była osaczona przez ciemność. Jednak tym razem walką trwała krócej. Tak jak wcześniej, pierwszym bodźcem był dźwięk. Było to ciche pikanie dochodzące z lewej strony. Klaczka czuła się nieco lepiej- noga mniej bolała, ból w sercu też znikł. Miała też siły by otworzyć oczy. Powoli uchyliła powieki. Była w pewnym pomieszczeniu, gdzie ściany były w kolorze ciemnego turkusu. Sufit był pokryty farbą o kolorze mocnej zieleni. Podłoga została wyłożona białymi płytkami. Ona sama leżała na szpitalnym łóżku przykryta pod pierś z przednimi nogami na zewnątrz. Po lewej stronie stała jakaś maszyneria a na półce coś podobnego do monitora, tylko że tam ciągle pokazywała się pewna kreska, która podskakiwała i opadała aby następnie znów być prosta. Kiedy linia podnosiła się z dołku, urządzenie wydawało pikanie. Po lewej stronie stały statywy, na których były powieszone dziwne woreczki z jakimiś kolorowymi płynami. U dołu opakowań wychodziły pewne rurki, a te były podłączone do lewej górnej nogi An. Klaczka bardzo się przestraszyła. Kiedy chciała podnieść swoje prawe kopytko, po prostu nie mogła. Z lewym tak samo. Antilia podniosła głowę i zobaczyła pasy krępujące jej ciało. Okazało się jednak, że przy prawej nodze pas był luźny i mogła swobodnie wyjąc nogę. Usiadła w pozycji siedzącej i odsunęła kołdrę. To co zobaczyła bardzo ją przeraziło. miała na sobie bandaże. Prawie wszędzie miały kolor czerwony. Krwisty czerwony. Antilia była przerażona. Niespodziewanie zrobiło jej się słabo, przed oczami miała czarne plamki. Upadła ciężko na poduszkę.Na chwilę przed kolejnym utraceniem przytomności, An spojrzała na monitor. Była a nim pojedyncza kreska, która już nie podskakiwała a urządzenie wydawało ciche *pi*...

    Sen

    Antilia powoli otworzyło jedno oko. Potem drugie. Była w ciemności. Ale nie w takiej jak w poprzednio. W tej coś było... I nie było to coś miłego... Ziało od niej bezdusznym złem. Powoli postawiła kopytko. Potem następne. I kolejne. Przeszła tak spory kawałek. Albo tylko stała w miejscu? Sama nie wiedziała. Nagle jakaś myśl przyszła jej do głowy. Czy... Czy ja umarłam?- zapytała cicho. Odpowiedziała jej głucha cisza, w którym słyszała oszalałe bicie jej serduszka. Niespodziewanie pojawiło się coś. Była to mała iskierka o delikatnej turkusowej barwie płomyka i nieco jaśniejszym świetle, jakie dawała. Antilia podeszła powoli do światła. Nagle zauważyła, że im bardziej się zbliżała do turkusowej gwiazdki, tym więcej się ich pojawiało. Miały różne kolory i odcienie, ale żadna nie była turkusowa. Kiedy iskra była na wyciągnięcie kopytka, An zatrzymała się. Sięgnęła po nią. Kiedy już miała ją dotknąć, uciekła ona, podobnie inne gwiazdki. Ruszyła za nimi biegiem. Biegła i biegła, krzycząc: Hej! Zaczekajcie!. Niespodziewanie, pojawiło się coś w postaci portala. Było ono w kształcie jajka, a z jego środka biło coś przeciwnego do tej ciemności, która otaczała klaczkę. Jednak nie chciała do niego wejść. Na razie. Nagle An potknęła się. Przeturlała się kawałek i wpadła wprost do portala.

    Mała pagazica powoli wstała i pomasowała obolałą głowę. Jednak gdy zobaczyła gdzie jest, odebrało jej mowę. Była w Niebiańskiej Płaszczyźnie[3]. Rozejrzała się. Widok był nieziemski. Antilia kroczyła po ścieżce utworzonej z rozmaitych gwiazd. Poniżej ścieżki znajdował się ulubiony kolor An- turkus, który był tak jasny jak czysty diament. Idąc ku górze powoli przemieniał się w ciemny granat, podobny do nocy, jaką tworzy Księżniczka Luna. Powoli szła gwieździstą drogą do... Właśnie. Dokąd ona szła? I dokąd prowadziła ta droga? Jakby na jej pytanie, pojawiła się Turkusowa Iskierka. Obok niej były jeszcze inne. Nagle te zaczęły się kręcić wokół Iskierki i niespodziewanie wszystkie inne iskry skierowały i zderzyły się z nią. Potem pojawił się kolejny portal, lecz na tym pojawiał się jakiś obraz...

    Na obrazie... byli jej rodzice. Rodzice stali w jakimś pomieszczeniu o dziwnie znajomych płytkach. Wyglądali przez w połowie szklane drzwi. Jej mama, która jest wesoła na co dzień, wybuchła płaczem. Mąż przytulił ją mocno i pozwolił samotnej łzie popłynąć po jego policzku. Jej tata codziennie żartował i wygłupiał się ze swoją żoną, okazując jej tyle samo miłości co ona jemu. Spojrzała ponownie przez przeszklone drzwi. Krzyknęła zrozpaczona i już chciała przechodzić przez drzwi, ale w ostatniej chwili złapał ją jej mąż. Przytulił mocno, podczas gdy ona nadal krzyczała głosem przepełnionym bólem i rozpaczą. Ojciec Trzymał ją mocno i coś szepnął do ucha, dzięki czemu nieco się uspokoiła. Niestety, kiedy ponownie spojrzała na pomieszczenie za drzwiami, krzyknęła głosem rozpaczy i bólu. Wyrwała się z objęć Snowella i wpadła do pomieszczenia. Jednak to co po chwili zobaczyła, przeraziło ją i zszokowało.

    Obraz przeniósł się do krystalicznie białej sali, gdzie bardzo dbano o czystość. Sala miała trzy łóżka ale tylko na jednym ktoś leżał. Przy tym właśnie łóżku był personel medyczny. Light Ever została zatrzymana przez jedną z pielęgniarek. Jeden z lekarzy uciskał klatkę piersiową pacjenta. Antilia zauważyła, że jest już nieco zmęczony ale i zdeterminowany. Poprosił o coś pielęgniarkę. Ta podeszła do jakiegoś stolika, wzięła jakąś strzykawkę, podała doktorowi. Wziął strzykawkę za pomocą magii a następnie wcisnął tłok, kiedy igła była już w ciele pacjentki. Spojrzał z nadzieją na monitor, podobny do tego, którego wcześniej widziała. Patrzył na niego z nadzieją, że kreska znów zacznie podskakiwać w rytm bijącego serca. Nic z tego. Wrócił więc do poprzedniej czynności. Przybiegł drugi z lekarzy, który wcześniej gdzieś zniknął. Za nim szła kolejna pielęgniarka z z jakimś dziwnym wózkiem na którym leżała jeszcze dziwniejsze urządzenie. Doktorzy wymienili kilka słów po czym podszedł ten drugi. Za pomocą magii jednorożca uniósł dwa przedmioty z tego dziwnej maszyny i coś krzyknął. Reszta personelu odsunęła się od łóżka. Widziała jak ciało pacjentki podskakuje pod wpływem impulsu elektrycznego. Niestety, nadal jej serce nie biło. Kolejne wymiany zdań. Kolejny strzał. Kolejna kreska. Nagle klaczka coś zauważyła. Niemalże śnieżnobiała sierść... Grzywa w kolorze ciemnego granatu i błękitnego nieba... Para pegazich skrzydeł w bandażach... Teraz zrozumiała dlaczego lekarze tak walczą o życie pacjentki. Zrozumiała również, dlaczego rodzice płakali. Czarne myśli wypełniły jej głowę. Czy ja jestem martwa?-zapytała delikatnym szeptem. Odczuła, jak te słowa wypełniły nieskazitelną pustkę. Nagle poczuła, że te słowa zaczynają owijać się wokół jej szyi- powoli i boleśnie. Antilia nie mogła złapać oddechu. Czuła, jak walczy o każdy gram powietrza. W końcu przed oczami zatańczyły jej gwiazdy. Ale nie takie zwykłe. Ta zionęła czarnością.

    Powrót do życia

    Nagle otworzyła oczy. Dookoła kucyki w strojach personelu medycznego. Krzyk. Niezrozumiałe słowa. Nie mogła ruszyć głową. Kątem oka zobaczyła jej mamę całą w łzach. Wszędzie chaos. Chciała krzyknąć do mamy. Nie mogła. Czuła, jak niewidzialna pętla zaciska się wokół jej szyi. Wewnątrz jej tchawicy. Ruszała ustami, próbując cokolwiek powiedzieć. Bezskutecznie. Ktoś się zbliżył. Była to pielęgniarka o pięknych, zielonych oczach. Miała ona strzykawkę, w której była jakaś dziwna, klarowna ciecz. Wbiła ją w ciało klaczki. Czuła, że nie ma sił walczyć z opadającymi powiekami...

    ***

    Antilia powoli odzyskiwała przytomność. Było jej strasznie zimno. Mimowolnie po jej młodym ciele przeszedł dreszcz. Powieki jej oczu bardzo jej ciążyły, więc nie miała sił ich otworzyć. Była zbyt zmęczona... Gdy chciała zaczerpnąć oddech, coś jej to uniemożliwiło. Coś, co znajdowało się wewnątrz jej gardła. Wystraszona, natychmiast otworzyła oczy. Natychmiast tego pożałowała, ponieważ tuż nad jej głową była lampa, która świeciła wprost na nią. Zamknęła szybko oczy, które zaczęły łzawić i boleć. Nie mogła się ruszyć. Nogi miała do czegoś przywiązane. Nie mogła ruszyć też głową z powodu tego czegoś, co znajdowało się w jej tchawicy. Nagle usłyszała coś. To były kroki. Ktoś się zbliżał. Chciała coś powiedzieć, krzyknąć... Nic z tego. Czuła, jak jakaś pętla zaciska się wokół jej szyi. Zaczęła się krztusić. Nie mogła oddychać. Nie mogła nic zrobić. Kroki stały się szybsze i głośniejsze, jakby ktoś biegł. Mała klacz błagała w myślach, aby ją ktoś z tego koszmaru obudził, ale ten koszmar był na jawie. Kroki ucichły. Do jej uszu doszedł pewien męski głos, który słyszała już wcześniej... Owy głos powiedział coś, co mała Antilia nie zrozumiała. Kolejne kroki, które szybko ucichły. Nagle, to coś, co było w tchawicy małej klaczki, zaczęło się poruszać. Po kilku nieprzyjemnych chwilach, przedmiot został wyjęty. Antilia dostała napadu silnego kaszlu, który trzymał się dobrych parę minut. Wtem ponownie odezwał się męski głos i zapytał: Czy wszystko w porządku? Na znak zgody kiwnęła głową. Zakręciło się jej w głowie, ale nie chciała to po sobie poznać. Dobrze, teraz muszę ci zadać kilka pytań. Dobrze? Kolejne kiwnięcie, ale tym razem słabsze. Jak masz na imię?- zapytał lekarz. Ciągle miała zamknięte oczy, ale postanowiła je delikatnie uchylić. Stał przed nią ogier w średnim wieku z okularami na nosie. Miał karmelową sierść a włosy czekoladowe. Wyglądał na sympatycznego... An...ti... lia...-wycharczała i dostała kolejnego ataku kaszlu. Po kilku pytaniach, które bardzo wycieńczyły Antilie, lekarz zaczął osłuchiwać jej serce oraz płuca. Poprosił też jakąś pielęgniarkę aby podała mu jakieś dziwne urządzenie. Obrócił ją na bok i rozmasował na jej rozgrzanych plecach zimny żel. Potem rozpoczął jakieś badanie. Potem gdzieś przewieźli Antilie do jakiegoś dziwnego pomieszczenia, gdzie znajdowało się jakieś dziwne siedzenie. W sali czekał już jakiś inny lekarz- również jednorożec ale przede wszystkim miał piękne oczy- lśniący, kryształowy błękit. Obydwa ogiery uniosły małą Antilie za pomocą magii a następnie położyli na tym dziwnym siedzeniu. Mówili coś o cięzkiej ranie na klatce piersiowej, jej połamanych skrzydłach i poważnie uszkodzonej nodze klaczki. Kiedy badanie rozpoczęło się, Antilia nie mogła oprzeć się pokusie i po prostu zasnęła...

    Po kilku męczących tygodniach leżenia w łóżku, Antilia mogła wreście wrócić do domu. Ciężko jej się chodziło i nie mogła ruszać skrzydła, ponieważ poważnie je zraniła. Mimo to była dzielna i dawała radę z przeszkodami. Najgorszy był jednak powrót do domu...

    Nowy dom i nowe życie

    Tuż po przekroczeniu progu szpitala mała Antilia zapytała co z domem. Rodzice troszkę posmutnieli. Mała klacz od razu wyczuła co się dzieje. Zapytała jeszcze raz. Mama coś powiedziła cicho. Potem uroniła jedną łze. Przytuliła córkę i szepneła jej do ucha, że cieszy się że żyje. Odwajemniła przytulenie. Zadała poraz kolejny pytanie. Mama  nic nie powiedziała, tylko spojrzała na męża. Ten spojrzał na córkę ze smutkiem w oczach. Antilia zrozumiała, dlaczego rodzice tak milczą.

    Po długiej drodze do domu, Antilia powoli postawiła nogę na terenie jej dawnego domu. Dookoła były spalone deski i poniewierane rzeczy. An ostrożnie stawiała kroki, bo nie chciała zrobić sobie krzywdy. Powoli, w asyście mamy, podeszła do zwalonych desek. Zauważyła coś. To była jej ulubiona maskotka. Była z nią od zawsze. Nazwała ją Nina[4]. Pegazica rozpłakała się. Przyśpieszyła kroku. Mimo próźb mamy, ta wcale nie zwalniała. Nagle mała klacz runeła. Spojrzała na lewą tylną nogę. Zahaczyła o jakiś pręt i teraz z rany cieknie duża strużka. Mimo głośnych protestów rodziców i ogromnego, pulsującego bólu w nodze, powoli wstała i podeszła do swojej ulubionej maskotki z dzieciństwa. Popatrzyła na nią z troską. W jej oczach zobaczyła swoje odbicie. Powoli wyjęła ją spod gruzów. Kiedy była na jej kopytkach, mocno ją przytuliła do piersi. Nic się nie liczyło. Wtedy czas dla niej stanął. Od tamtej pory pamięta tylko migawki. Zrozpaczeni rodzice że ich córka ponownie się zraniła (rana nie była za groźna ale rodzice i tak bardzo panikowali), ponowne przybycie do szpitala, wykład lekarza... Dla An liczyło się tylko że miała przy sobie swoją najlepszą przyjaciółkę. Nic więcej nie potrzebowała. Nic, poza nowym domem, gdzie będzie mogła dorastać w szczęśliwej rodzinie...

    Po kilku dniach udało się znaleźć dom na przedmieściach miasteczka Ponyville. Był to mniejszy domek niedaleko owego miasta. An miała nieco mniejszy pokój na pierwszym piętrze a na przeciwko sypialnie mieli jej rodzice. Na szczęście An miała mały balkon, który wychodził na tył domu. Dookoła niego znajdował się ogródek nieco zaniedbany przez poprzedniego właściciela. Na szczęście mama małej klaczki od razu wzięła się do pracy aby przywrócić ogrodowi należny mu blask. Tymczasem jej córka zaczęła rozpakowywać swoje rzeczy, które cudem ocalały przed ogniem. Po skończonej pracy, Antilia mimowolnie wyszła na balkon. Spojrzała na krajobraz. Dookoła były tylko lasy. Nagle rozległo się wycie. Klaczka delikatnie wystraszona cofnęła się i źle postawiła zranioną nogę. Przewróciła się z dużym łoskotem. Na szczęście rodzice tego nie zauważyli ani nie usłyszeli, inaczej już przybiegli w te pędy. Kiedy An spojrzała na zegarek, z dołu dało słyszeć wołanie taty na kolacje. Antilia szybko wymazała z pamięci zdarzenie przed chwilą i udała się na kolację.

    Koszmary

    Odkąd Antilia opuściła szpital męczyły ją koszmary. Nie przejmowała się nimi zbytnio ponieważ zdarzały jej się rzadko. Jednak odkąd wprowadziła się do nowego domu, koszmary przychodziły co noc, co noc z większą porcją strachu i smutku. Na początku dookoła było ciemno. Powoli wyrok Antilii przyzwyczajał się do ciemności. W końcu mogła coś zobaczyć. Były to resztki jej spalonego domu. Powoli podchodziła do szczątków budynku. Nagle coś zauważyła. Było to... ciało jej matki! Najszybciej jak mogła podbiegła do ciała. Niestety, było zimne i wskazywało na zgon pegazicy. An zaczęła cicho szlochać, a szloch zamienił się w ryk rozpaczy. Obok były kolejne zwłoki, a te należały do jej ojca. "Co tu się stało?!"- krzyknęła w otchłań. Niespodziewanie ciała rodziców rozpłynęły się w powietrzu, a gruz, który był dookoła An, zapłonął. Ta nie wiedziała co robić. Gdy już chciała odbić się od ziemi i wydostać się z tej pułapki za pomocą skrzydeł, poczuła że jest do ziemi... przyklejona. Na kopytach miała coś w rodzaju mocnego kleju. Ogień natomiast coraz szybciej zbliżał się do klaczki. Kiedy był wystarczająco blisko, Antilia próbowała wzbić się w powietrze. Niestety, na próżno. Płomienie były już na tyle blisko, że An czuła ich ciepło, które za chwilę może ją zabić. Wydała z siebie ostatni desperacki krzyk, po czym płomienie ją pochłonęły. Otworzyła oczy. Chciała wziąć oddech. Nie mogła. Dusiła się. Coś zaciskało jej się dookoła jej krtani. Wewnątrz jej krtani. Chciała krzyknąć o pomoc. Owy przedmiot zaczął rosnąć. Brakowało jej powietrza. Nikogo nie było. Nikogo, kto by mógł jej pomóc. Obiekt urósł do takiego stopnia, że rozpierało jej gardło od środka i powodując niesamowity ból. "Niech ktoś mi pomoże!"- krzyczała w myślach. Zaczęła tracić przytomność. Nagle pojawił się cień. Na cieniu pojawił się złowrogi uśmiech. Potem tylko krzyk. Klaczka miotała się na łóżku, krzycząc ile sił w płucach. Obudziła się nagle, zlana potem i wystraszona. Rodzice Antili wpadli jak burza do pokoju córki. Zaniepokojeni krzykiem dopytywali, czy wszystko dobrze. Po kilku minutach uspokajania córki i samych siebie, wrócili do swojej sypialni, prosząc, aby spróbowała zasnąć. Ta jednak nie chciała wracać do łóżka. Zamiast tego, poszła na balkon i wpatrywała się tarczę Księżyca.

    Nauka w nowej szkole

    Mimo codziennych koszmarów i kłopotów zdrowotnych, Antilia postanowiła pójść do szkoły. W prawdzie chodziła już do szkoły w Cloudsdale, ale wraz ze zmianą miejsca zamieszkania, musiała zmienić szkołę. Na szczęście niedawno zaczął się nowy rok szkolny, więc An nie będzie miała za dużo do nadrobienia. Bardzo się cieszyła, że pozna kogoś nowego i może znajdzie nowego przyjaciela. Miała nadzieje że jej życie towarzyskie poprawi się, ponieważ w poprzedniej szkole nie miała żadnych znajomych i głównie trzymała się na uboczu.[5] Antilia bardzo czekała na nowy dzień, żeby mogła już pójść do szkoły. Niestety, nie poszło to po jej myśli.

    Następnego dnia Antilia poszła cała w skowronkach[6] do szkoły. Kiedy weszła do budynku, nagle potknęła się i runęła jak długa na ziemię. Inne kucyki wybuchnęły śmiechem, a kiedy mała An się obejrzała, zobaczyła jakąś klacz, która ze złośliwymi iskierkami w oczach patrzyła na nią rozbawiona. Coś powiedziała i podeszła do swojej ławki. Pegazica powoli wstała i podeszła do wolnej ławki. Chora noga bardzo ją bolała, ale zaciskała zęby bo nie chciała okazać satysfakcji tej, która jej to zrobiła. Powoli podniosła się i kulejąc, udała się do ławki. Bardzo się starała aby nie było widać po niej, że skaleczyła się, ponieważ nie chciała martwić rodziców. Wystarczy że już są nadopiekuńczy... Wreszcie przyszła pani nauczycielka. Szybko przedstawiła Antilie klasie i wróciła do omawiania poprzedniej lekcji. Przez całą lekcje An notowała wszystko co miało znajdować się w jej notatkach. Niestety, przez połowę lekcji obrywała ona jakimiś papierowymi kuleczkami ale nie zwracała na nie zbytniej uwagi... W końcu lekcje się skończyły i źrebięta mogły udać się do domu. Kiedy Antilia wychodziła ze szkoły, jej nauczycielka zawołała ją. Mała bała się że zrobiła coś złego więc poszła tam z duszą na ramieniu. Nauczycielka zapytała co się stało jej w nogę. Z jednej strony odetchnęła, ponieważ myślała że już pierwszego dnia może mieć przechlapane. Ale z drugiej strony- może ona powiedzieć rodzicom... Szybko wytłumaczyła że to tylko skurcz i żeby nic nie mówiła jej rodzicom. Przytaknęła i pożegnała się z Antilią. Miała nadzieje, że nic nie powie jej rodzicom...

    Wizyta Księżniczki Luny w śnie Antilii

    Antilia miała codziennie koszmary. Pewnego dnia, gdzie Hex[7]zaczęła się śmiać z niej i podłożyła nogę, miała dosyć. Na domiar złego rodzice gdzieś musieli pojechać i została sama w domu. Wprawdzie miała lodówkę pełną jedzenia i pieniądze, gdyby chciała coś sobie kupić ale to nie martwiło małą klacz. Czuła się samotnie. jak gdyby została zapomniana... Po kąpieli udała się do salonu aby coś pooglądać w telewizji[8] ale po kilku minutach skakania po kanałach odpuściła sobie i poszła do swojego pokoju iść spać. Nie wiedziała, co ją spotka w jej śnie... Z początku wszystko było podobne do poprzednich koszmarów. Była ciemność oraz zgliszcza jej domu. Nagle usłyszała trzask łamanego drewna. Momentalnie Antilii serce podskoczyło do gardła. Wsłuchiwała się w głuchą cisze i bicie jej wystraszonego serca. Kolejny trzask i kolejne uderzenie serca. Dźwięk przybiera na sile... Jest coraz bliżej. Kątem oka klaczka zauważyła jakiś cień. Odruchowo odwróciła się w jego stronę. Niczego tam nie ma... Kolejny ruch. Po raz kolejny Antilia odwraca głowę, jednak tym razem coś zauważa. Następny dźwięk. Rozgląda się. An nagle stanęła oko w oko z tajemniczą postacią. Jest zbudowana z cienia, wręcz nim ocieka, a oczy płoną krwistą czerwienią. Zaczęła się powoli cofać. Cień delikatnie uśmiechnął się. Kolejny krok w tył. Uśmiech rośnie. Antilia odwróciła się i zaczęła uciekać


    Dorastanie

    Ponowne spotkanie Pani Nocy

    Dorosłość

    Osobowość

    Szczerość

    Antilia surprise by Rani.jpg

    Od kochaniutkiej Dominisi <333

    Antilia jest bardzo szczerym kucykiem. Powie Ci prawdę, nawet tą bolesną, ale wcześniej zapyta czy chce łagodną czy prawdziwą wersje. Jednak, mimo to, czasami skłamie łagodnie, ale czasami ciężko jej to odkręcić. Przede wszystkim dla przyjaciół i rodziny jest najbardziej szczera, ponieważ już zdążyła doświadczyć, co mogą zrobić małe, niewinne kłamstewka, które nawinęły jej się na język, o mało nie straciła... Te bolesne i smutne przeżycia dały jej do zrozumienie że lepiej powiedzieć najszczerszą i najboleśniejszą prawdę niż najsłodsze i najlepsze kłamstwo.

    Nieśmiałość

    Ancia nie lubi występować publicznie ponieważ bardzo się wtedy stresuje, iż popełni jakiś błąd i ktoś to zauważy, będzie wyśmiana i ośmieszona na oczach wielu kucyków. Dlatego stara się unikać takich miejsc.

    Umiejętności

    Szybkie latanie

    Antilia by Humanistaa.png

    Piękniutka An by <3

    Antilia jest... nawet dobrze zbudowana i ma silne mięśnie (choć sama twierdzi iż jest słaba...). Dzięki noszeniu kilogramowych donic i lataniu z skrzynką sadzonek drzew, wyrobiła sobie mocne mięśnie. Czasami jak ma czas i chęci, pracuje nad skrzydłami za pomocą ćwiczeń fizycznych i.in. na siłowni. Czasami jest proszona, np. przez swojego szefa, by Antilia przyniosła rośliny dostępne tylko w Cloudsdale. Dzięki czemu An zarabia więcej, ponieważ często robi takie kursy, nie tylko dla znajomych czy rodziny, ale także dla nieznanych jej osób. Znana jest, ponieważ klacz jest szybka i bardzo punktualna.

    Pielęgnacja roślin

    Od źrebięcia Antilia kochała Naturę. Jej mama, Light Ever, jest w elitajnej grupie Stowarzyszenia Przyjacielii Przyrody. Pokazała ona córce jak opiekować się poczegulną rośliną, jak zachować się w sytuacji zargrożenia, gdzy w pobliżu jest agresywny drapieżnik... Dzięki temu, An poznała świat od innej strony. Kiedy była mała, pomagała bardzo swojej mamie w ogrodzie, który i tak był piękny. Dzięki troskliwej opiece Light Ever i jej córki, były jeszcze piękniejszy. Dziś Antilia posiada swój mały ogródek, gdzie hoduje tak piękne kwiaty że aż... Dzięki jednej z wypraw, na które zabierała ją jej mama, klacz zdobyła swój uroczy znaczek.[9]

    Pływanie

    Rysowanie

    Pisanie

    Relacje

    Warfire

    Był piękny, ciepły wieczór. An leżała na swoim łóżku przy zapalonej lampce nocnej i czytała artykuły na ulubionej stronie. Trafiła właśnie na niezwykle ciekawe opowiadanie i była niezwykle pochłonięta czytaniem, gdy nagle na samym środku strony wyskoczyła ponadprzeciętnie jaskrawa reklama. Antilia nie mogła znieść jej widoku, więc postanowiła szybko ją wyłączyć. Niestety, zamiast na maleńką literkę X oznaczająca wyłączenie, klacz nacisnęła bezpośrednio na reklamę. Zauważyła to o sekundę za późno, skutkiem czego trafiła na jakąś stronę z obrazkami. Przez chwilę chciała szybko ją opuścić i wrócić do swojego artykułu, gdy nagle jej uwagę przykuł jeden z rysunków; smutny, czarno-biały szkic przedstawiający samotnego kucyka nad brzegiem błyszczącego jeziora. An patrzyła na niego, patrzyła, patrzyła i nie mogła się napatrzyć. Po dłuższej chwili zdecydowała, że musi zobaczyć pozostałe obrazki tego autora, mając nadzieję, iż wszystkie będą tak wspaniałe. Niestety, kiedy weszła na stronę autorki trochę się rozczarowała, bo pozostałe obrazki klaczy były zupełnie zwyczajne. Uwagę Antilii przykuło jednak ogłoszenie, napisane na dole strony, dość drobnym druczkiem:

    Cytat1.png Poszukuję kucyka, który pokoloruje moje obrazki Cytat2.png

    An, nie namyślając się długo napisała do autorki owych obrazków i ogłoszenia, a ta natychmiast jej odpisała. Klacze pisały bardzo długo, ale nie potrafiły dogadać się w sprawie kolorowania, bowiem autorka obrazka - Warfire - martwiła się, że An zepsuje jej obrazek. Kiedy jednak biała klacz wysłała jej trzy ze swoich obrazków, czekoladowa postanowiła zaryzykować.

    Następnego ranka Antilia zabrała się za kolorowanie. Zawsze bardzo lubiła to robić, ale tym razem czuła presję. Nie chciała zniszczyć obrazka swojej wirtualnej znajomej. Nawet najmniejszy błąd An mógł równać się z końcem znajomości. Klacz nie mogla sobie pozwolić na żadną pomyłkę, nie chciała zawieść Warfire. Po długim czasie skończyła kolorowanie, ale widząc efekt swojej pracy niemal się popłakała. Była przekonana, że Warfire nie zaakceptuje jej dzieła. Mimo swych wątpliwości wysłała pokolorowany obrazek do czekoladowej klaczy, oczekując na recenzję. Warfire odpisała dopiero późnym wieczorem, ale Antilii opłaciło się czekanie na odpowiedź, bowiem War była zachwycona efektem pracy An.

    Warfire, Pencil Paw and Antilia by Ara.png

    War straszy!

    Klacze znów rozpoczęły rozmowę, aż w końcu czekoladowy pegaz zaproponował koleżance spotkanie w realu. Antilia z poczatku nie wiedziała, co o tym myśleć i trochę obawiała się tego spotkania, ale w końcu zgodziła się na nie. Kucyki umówiły się na najbliższy poranek do Cukrowego Kącika, ale Warfire trochę spóźniła się na spotkanie, bowiem jej pociąg utknął w polu z powodu braku prądu. Antilia z poczatku była na nią zła, ale okazało się, iż Fire kupiła dla niej wielkie pudło czekoladek. Słodycze te złagodziły gniew An, dzieki czemu klacze zaczęły kolejną, długą rozmowę, która doprowadziła je do wrót przyjaźni.

    Relacja napisana prze Aramorenę- właścicielkę Warfire.

    Pencil Paw

    Był normalny dzień w Ponyville. Klacz jednorożca imieniem Pencil Paw miała pewne zadanie- napisać z kimś wywiad, aby potem można go było wydrukować w szkolnej gazetce. Tak więc jednorożec wyruszył na poszukiwania kucyka, z którym przeprowadzi wywiad. Tak więc przez pół dnia Penil chodziła od kucyka do kucyka z pytaniem o wywiad. Kilka razy udało jej się przeprowadzić rozmowę ale efekt nie był zadowalający. Tak więc zrezygnowana klacz skierowała się do Lasu Everfree- tam gdzie zdobyła swój znaczek. Miała nadzieje że tam znajdzie jakieś rozwiązanie...

    Usiadła przy tym samym drzewem, gdzie poznała przyjaznego patyko-wilka, którgo nazwała Rusty. Czekała na inspirację, kiedy nagle krzki cicho zaszeleściły. Klacz przez chwilę pomyślała że to właśnie Rusty. Zawołała go po imieniu, jednak odpowiedziała jej cisza. Chwilę potem krzaki ponownie zatrzeszczały. Pencil była zdenerwowana, ponieważ te szeleszczenie nie pozwalało jej się skoncentrować. Kiedy odwróciła się w stronę odgłosu, z ukrycia wyskoczył patyko-wilk. Nie był to jednak przyjazny Rusty tylko inny, agresywniejszy osobnik. Klacz nie mogła wykonać najmniejszego ruchu, ponieważ była sparaliżowana strachem. Kiedy wilk ryknął, Paw otrząsneła się i ruszyła galopem by uciec przed wrogim stworzeniem.

    Tymczasem pegazica imieniem Antilia wracała do domu po ciężkim dniu pracy. Dziś przypadła jej warta przy Księżniczce Lunie, więc pegazica musiała być czujniejsza niż zwykle. Na szczęście, nic złego się nie przydarzyło. Miała nawet czas porozmawiać z Księżniczką na osobności... Wtedy usłyszała pewien krzyk. Dobiegał on z Lasu Everfree. Antilia postanowiła to sprawdzić. Po kilku minutach zobaczyła klacz o brzoskwiniowym umaszczeniu która uciekała przed patyko-wikiem. Pencil Paw próbowała za pomocą magii odpędzić wrogie zwierze. Bez skutecznie.

    NIE USUWAĆ!

    Pencil miala za zadanie napisać wywiad z jakimś kucykiem. Nie miała pomysłu, dlatego wybrała się do miejsca, gdzie zdobyła swój słodki znaczek - do lasu Everfree. Kiedy usiadła przy drzewie, tak jak dawniej, ponownie coś poruszało się w krzakach. Była pewna, że to zaprzyjaźniony z nią Patyko-wilk Rusty. Niestety, to był inny osobnik. Paw krzyczała i próbowała uciec przed zwierzęciem, jednak musiała się zatrzymać, bo przed nią była ogromna przepaść. Jednorożec był w pułapce.

    Tymczasem Antilia latała sobie nad Ponyville i obserwowała spacerujące kucyki. Nagle usłyszała krzyk. Instynkt podpowiedział jej, że musi tam polecieć. Szybko zauważyłą brzoskwiniową klacz, która próbuje magią przegonić patyko-wilka, niestety bezskutecznie. An szybko podleciała i zaczęła prowokować stworzenie. Gdy ten zaczął gonić pegazicę, użyła skrzydeł i udało jej się zagonić zwierzę do przepaści.

    Pencil była wdzięczna Antilii i zapytała się, czy może przeprowadzić z nią wywiad. Biała pegazica powiedziała, że nie zrobiła niczego niesamowitego, ale zgodziła się na wywiad. Do dzisiaj mają dobry kontakt i się przyjaźnią.

    Relacja napisana prze Czikoritę08- właścicielkę Pencil Paw.

    Fantastic Book

    Pewnego dnia Fantastic postanowiła przejść się po mieście w poszukiwaniu inspiracji. Udała się nie jak zazwyczaj do lasu ale na rynek. Tym razem chciała napisać opowieść obyczajową. Ale nie miał pomysłu na fabułę. A gdzie łatwiej wpaść na pomysł do takiej książki niż na rynku pełnym kuców. Klacz szła ulicami rodzinnego Ponyville aż trafiła pod ratusz, do centrum. Usiadła na brzegu fontanny i zaczęła bazgrolić pomysły w zeszycie. Po paru godzinach Fantastic była zrezygnowana i już miało sobie iść, gdy nagle usłyszała nad sobą głos.

    Hej co robisz?

    Spojrzała w tamtym kierunku i zobaczyła biała pegazicę o granatowych włosach. Fanta wyjaśniła pegazowi co robi. Tamta przestawiła się jako Antilia i zaproponowała pomoc. Jednorożec chętnie ją przyjął. Razem wymyśliły historię o dwójce bliźniaków, które już będąc niemowlętami zostały rozdzielone i próbowały się na nowo spotkać. Potem klacze, zaczęły rozmawiać o wszystkim. Antilia wyjawiła Fancie, że jest osobistą gwardzistką Księżniczki Luny co bardzo zainteresowało różowego jednorożca. Zapał zmrok więc, Fantastic zaprosiła nowo poznaną koleżankę do siebie na herbatę. Od tego czasu wpadają do siebie wzajemnie na pogaduchy i kubek gorącej herbaty.

    Relacja napisana prze Flutti Sparkle- właścicielkę Fantastic Book.

    Zwierzęta

    Jeśli kucyk ma psa lub kotka, to warto o tym napisać! Pamiętajcie tylko, aby opis zwierzaka był za relacjami, w końcu piesek nie jest ważniejszy od mamy.

    Ciekawostki

    • Czasami pracuje jako osobista strażniczka Księżniczki Luny
    • An jesz baaardzo szczera- nawet do bólu.
    • Czasami nawiną jej się jakieś kłamstewka.... 
    • Kocha zwierzęta i naturę. Dlatego myśli o pracy lekarza weterynarii.

    Cytaty

    Cytat1.png Ściema Cytat2.png
    Przywitanko
    Cytat1.png Co ja?! Cytat2.png
    Kiedy powiesz jej imię lub ona je usłyszy

    Galeria

    Antilia princess by Ara.jpg
    Aby zobaczyć całą galerię, kliknij tutaj.


    Przypisy

    1. Chciałam stworzyć kwiat, który miał być moim wyobrażeniem antilii z powieści pani Seno
    2. Imię nosi główna bohaterka cyklu, choć na początku nazywa się Nina. Jest to również nazwa całej trylogii. LINK!
    3. Nazwa zasięgnięta z fandomowego filmu pt. Dinky's Destiny: Prologue- https://www.youtube.com/watch?v=HtMrOOtYExs
    4. Tutaj ponowne nawiązanie do trylogii Antilia- tak miała początkowo na imię główna bohaterka cyklu. (wiem, powtarzam się, lel)
    5. W rzeczywistości tak było i jest nadal- praktycznie trzymam się z boku i nie mam żadnych znajomych w klasie, poza jedną koleżanką... (smuteczek ;-; )
    6. to oznacza że jest szczęśliwa, radosna
    7. z ang. klątwa. Jeśli masz OCke o imieniu Hex to sorry ale nie miałam pomysłu na imię ._.
    8. tak, wiem, że w Equestrii nie ma raczej ti-witów ale musiała coś porobić za ten czas...
    9. Opowiadanie o zdobyciu znaczka jest w historii An

    Ad blocker interference detected!


    Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

    Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

    Więcej z Fandomu

    Losowa wiki